Myoshu A. Jędrzejewska

NASZE DECYZJE

Jodo Shinshu naucza, że Nembutsu poprawia naszą decyzyjność.
Ośmioraka szlachetna Ścieżka mówi nam, że winniśmy wieść życie prawidłowe w myśli, mowie i uczynkach. Shinran zaś w Tannisho wyznaje, że nie wie, co jest dobre, a co złe i zaleca, by ci, których trapią dylematy dobra czy słuszności, znaleźli sobie innego nauczyciela.
Dla słabo zorientowanego w doktrynach buddyjskich brzmi to niejasno, czy wręcz kontrowersyjnie. Kultury wyrosłe na chrześcijańskim czy mahometańskim gruncie zwracają się ku szybkim osądom i wyborom pomiędzy złem i dobrem.
Dlaczego więc buddyzm używa kryterium prawidłowości raczej niż dobra?
Odpowiedź jest prosta: buddyzm operuje skalą wieczności i nieskończonej złożoności każdego zdarzenia. Żaden człowiek, nawet ten uznany za oświeconego, nie jest w stanie ogarnąć umysłem absolutnie wszystkich możliwych skutków każdego z postępków. Przewidywanie ludzkie jest bardzo ograniczone i bardzo często opiera się na kulturowo uwarunkowanych wartościach, które nawet oświecony musi brać pod uwagę, żyjąc wśród masy nieoświeconych.
Pierwszą więc trudnością, przed jaką staje każdy buddyjski adept, jest właśnie rozpoznanie co, kiedy i w jakich okolicznościach uznać za prawidłowe, a co nie.
Buddyści nie chodzą do spowiedzi i nie mają na kogo przenosić odpowiedzialności za swoje decyzje. Nie mogą odwołać się do woli Boskiej. Jeśli dają się zwieść komuś lub czemuś, winien temu jest ich własny stan umysłu, ich własne pomieszanie.
I to jest dla większości ludzi najtrudniejsze do zaakceptowania. Doszukiwanie się winy wyłącznie w sobie, by naprawić to, co szwankuje w nas samych, wymaga niesłychanie dużo samozaparcia, determinacji, czyli charakteru. Tak jak ukończenie szkół świadczy przede wszystkim o wyrobionym charakterze człowieka, tak samo poruszanie się po Ścieżce Dharmy jest niemożliwe dla tych, którym brakuje rzetelności.
Oświecenie dla istoty przebywającej w ciele ludzkim przejawia się nie sztuczkami magicznymi, a spokojnym i rzetelnym przebywaniem w strumieniu warunków. Osoby takie nie mają kłopotów z tym, co winny robić, a czego nie.
Mają w każdej sytuacji jasność poglądów, czyli klarowną i zgodną z Dharmą decyzyjność. Nie muszą się bać, ani trapić. Niezależnie od tego, jaką role przychodzi im odgrywać jeszcze w samarze, świadomość, że ich karma jest poddana transformacji w Buddę, sprawia, że naturalnie wznoszą się oni ponad poziom funkcjonowania samsarycznych umysłów.
Nie jest prawdą, że wszyscy oświeceni są bogaci. Chrystus był ubogi. Ale stan majątkowy oświeconego nie stanowi dla niego problemu. Nie jest prawdą, że oświeceni mają niespożyte siły fizyczne i że nie chorują. Karmapowie umierają dość młodo i to na poważne dolegliwości jak np. nowotwory. Nie każdy oświecony jest też super aktywny fizycznie. Sri Maharishi Rahmana mówił niewiele. Mało robił poza medytacją i to już od 14 roku życia. Mahomet zajmował się handlem i miał 4 żony, Sakyamuni porzucił rodzinę i założył klasztory, Chrystus zaś zajmował się przede wszystkim nauczaniem mas pracujących, choć sam nie pracował i żył jak mnich, Karmapowie się żenią, Dalajlamowie żyją w celibacie.
Bardzo rożnie więc wyglądają ci oświeceni. Choć stale bawią jeszcze w ogrodzie karmy, czyli wykorzystują osobniczo bardzo rozmaite warunki uprzednio stworzone, łączy ich jedno umysły ich maja stały i absolutnie dla nich pewny kontakt z Absolutem Odwiecznym. A to praktycznie oznacza, że nie maja dylematów. Innymi słowy są wolni od pomieszania. A to daje poczucie szczęścia.
Goszczenie Buddów w umyśle objawia się poczuciem szczęścia.
Każdy chce być szczęśliwy.
Ale mało kto wie, jak uczynić się szczęśliwym. Jakiekolwiek uzależnianie się od samsary nigdy nie daje poczucia szczęścia. Szczęście to nie chwilowa satysfakcja z postawienia na swoim. Szczęście wynika z wyzwolenia się od konieczności stawiania na swoim. Szczęście wynika z prawidłowo osadzonego poczucia bezpieczeństwa, czyli bezpieczeństwa opartego na buddyjskich kryteriach rzutujących w Wieczność.
Buddyzm poprzez nauczanie i prace z energiami kształtuje ludziom charakter.
Nie działa magicznie. Buddyzm uczy, że każdy skutek karmiczny jest w ogromnym stopniu uwarunkowany czynnikiem woli. Wolnej woli.
Buddyzm to nauki, które mają nam dostarczyć materiału do dokonywania coraz to mądrzejszych, szczęśliwszych dla nas w skutkach decyzji.
Żaden z nauczycieli buddyjskich nie zajmuje się oceną karmy uczniów, czyli tego, jakimi są oni jakoby ludźmi. Takie rozważania są w buddyzmie bezprzedmiotowe.
Natomiast w każdej tradycji buddyjskiej ważne jest wyrobienie sobie silnego charakteru, by rozwinąć autentyczna determinacje, autentyczne pożądanie przeobrażenia się w Buddę.
Nauczyciel, z którym praktykujemy, to ktoś, który osiągnął coś, czego my jeszcze nie mamy. To jest ktoś, kto nas inspiruje; ktoś, kto potrafi nas nauczyć, gdzie wiedzie Droga i jak po niej się poruszać.
Jest więc bezprzedmiotowym praktykowanie pod kierunkiem kogoś, do kogo się nie ma całkowitego zaufania, kogo się nie poważa, czy traktuje jak równego sobie kolegę.
Wprawdzie Shinran powtarzał, że każdy jest jego towarzyszem w Dharmie na Drodze, ale żaden z uczniów Shinrana nie czuł się nigdy Jemu równy. Dlatego udało się tym Shinranowskim uczniom przekazywać wiernie Dharme Tradycji Jodo Shinshu aż po dzień dzisiejszy. By przekazać dalej, trzeba najpierw umieć przyjąć Dharme. By coś przyjąć, trzeba dar cenić. Trudno cenić coś, czego się tak naprawdę nie zna…
Praktykując Dharme, warto pamiętać, że osiąga się głównie to, co zdecydujemy się osiągnąć. Jeśli jesteśmy ograniczeni czysto samsarycznymi dążeniami i pragnieniami, nasza praktyka zmierzać będzie przede wszystkim do wyrobienia w nas zmiany pragnień i celów na te bardziej duchowe. Nie mając bowiem autentycznych duchowych aspiracji, nie możemy prawdziwie przyjąć schronienia w Trzech Klejnotach i cieszyć się opieką Buddów.